Czas powrotów: Festiwal Hosanna 2013

To był czas powrotów: nie tylko do miejsca Festiwalu Hosanna, Filharmonii Częstochowskiej, ale i do jego formuły – przeglądu zespołów muzycznych. Wspaniałe poselstwo o Jezusie przekazał Janos Kovacs-Biro. A frekwencja oraz reakcje  publiczności pokazują, że Hosanna wciąż zajmuje ważne miejsce w sercach adwentystów.

Już pierwsze wrażenie ok. 800 osób, które przyjechały na Festiwal, musiało być dobre – Filharmonia w Częstochowie została gruntownie odnowiona. Takie miłe przywitanie poprzedziło to oficjalne – rozpoczynające sobotnie nabożeństwo. Było ono „mocne”, lecz w nieco inny, niż często to rozumiemy, sposób. Wszyscy powstali i w ciszy, osobiście się modlili.

Słowo

Takie to już czasy, że kiedy słowa jednej z pierwszych pieśni, „Święty, Święty, Święty”, nie zostały wyświetlone na ekranie, większość sali jedynie… nuciła. – Niektóre pieśni są tak piękne, że aż brak słów – żartował konferansjer Dariusz Lazar. Pierwsza wpadka, ale raczej wzbudzająca uśmiech, zaliczona!

Mniej klasyczny od początku nabożeństwa był sposób przeprowadzenia studium Biblijnego, czyli tzw. lekcja Szkoły Sobotniej. Przez podnoszenie karteczek publiczność wybierała poprawne odpowiedź. Niektórzy bawili się przy tym świetnie. Faktycznie można było się poczuć jak w szkole – mniej więcej w 2-3 klasie podstawówki. To, jakie zebrani mieli z tamtych czasów wspomnienia, zapewne wpływało na ocenę takiej formy przeprowadzenia lekcji. Zdecydowanie udało się dobrze „powtórzyć materiał”.

Bardzo dobry był odbiór tego, o czym przez 3 dni opowiadał Janos Kovacs-Biro, dyrektor Sekretariatu Ewangelizacji Wydziału Trans-Europejskiego (zapowiadającego go pastora Wasyla Bostana „poprawił”, mówiąc: – Jestem raczej NIKIM, który chce powiedzieć WSZYSTKIM, że jest KTOŚ, kto oddał za nas swe życie).

Opowiedział między innymi historię katolickiego misjonarza i zakonnika, księdza Damiana. Udał się on na wyspę Molokai na Hawajach. Choć dziś uznawana za jedną z piękniejszych na świecie, ówcześnie służyła jako odizolowane miejsce dla umierających na trąd. Żaden duchowny nie zdecydował się wcześniej służyć wśród tych 700 osób. – To, co zastał ks. Damian, było katastrofą – mówił Kovacs-Biro. – Zero opieki zdrowotnej, duchowej. Dlatego najpierw ksiądz zbudował tam szpital. Niedługo później kościół, w którym starał się nawiązywać dobre relacje z trędowatymi. Swe kazania zawsze zaczynał słowami: „drodzy bracia i siostry”, ale zawsze można w tym było wyczuć coś jakby sztucznego, wypowiadanego z pewną dozą politowania…

Pewnego dnia ks. Damian zwołał wszystkich chorych. Po jego uśmiechu i podekscytowaniu widać było, że ma niezwykle ważny komunikat: – Moi kochani bracia i siostry. Jestem jednym w was. Jestem trędowaty! Stwierdzenie „bracia i siostry” nie było już wyświechtanym, rozpoczynającym przemówienie frazesem. – To właśnie jest miłość – konkludował Kovacs-Biro – zdolność do poświęcenia tego, co się ma. Właśnie to zrobił Jezus.

Muzyka

– Chcę wielbić Boga za tę muzykę! Wyglądacie wspaniale – widać, że coś dzisiaj świętujecie! – podkreślał pastor Janos Kovacs-Biro, który w Polsce już niedługo znów będzie gościem, podczas corocznego Campu w Zatoniu.

I rzeczywiście, muzyki było dużo. W piątek program słowno-muzyczny prowadził zespół Fileo. W sobotę rano swoje doświadczenia opowiadali właśnie muzycy. Przygotowująca kolejny musical grupa All4Him jakiś czas temu występowała w zakładzie poprawczym. Śmiechy i szmery słuchaczy ustały już po kilku utworach ich programu. Po jakimś czasie do Korespondencyjnej Szkoły Biblijnej przyszedł list, nawiązujący do tamtego koncertu: „Wzbudziło to we mnie tęsknotę za Bogiem. Byli tak oddani temu, co robili. Też tak chcę…”.

Dwa tygodnie przed Festiwalem zespół Fileo miał koncert charytatywny w Starachowicach. Niewiele brakowało, by w ogóle tam nie dojechali. Przy bardzo złej pogodzie o mało nie wypadli z trasy na jednym z zakrętów. W ostatniej chwili udało się wyhamować na małej kupce piasku, choć cała droga była kompletnie oblodzona. Po innym koncercie – w szpitalu –  śpiewający przez długi czas rozmawiali z księdzem: – Wiecie, dużo się tutaj uczę, podczas mojej choroby. Tego, o czym śpiewaliście, też potrzebowałem – dziękował.

Prócz cyklicznych koncertów charytatywnych zespół Emaus niekiedy prezentuje swój program w zupełnie innej scenerii – na koncertach domowych. Kilka lat temu Emaus wystąpił w ogródku u Patryka, o którym festiwalowa publiczność miała się dowiedzieć więcej wieczorem…

Popołudniu rozpoczął się przegląd zespołów. Niektóre brzmiały bardzo ciekawie i nietypowo,  jak nawiązujące do muzyki folkowej (lub raczej folk rockowej) Pokolenie, przygotowujący nowy musical i występujący w nowym składzie All4Him, czy świetny Piotr Płuska.

Muzyka łączy pokolenia, co pokazał zespół, w którym tata, Marek Recmanik, grał na gitarze basowej, a dwóch jego synów na gitarach klasycznych. Kolejnym tego dowodem była „typowa polska rodzina” (2+2) z tym, że  już nietypowo – posiadająca swój własny zespół muzyczny Sobaszki.

Nie zabrakło też zespołu Emaus. Ich występ pokazał, jak wielkie znaczenie, również w muzyce chrześcijańskiej, ma gra świateł (!), odpowiednie dobranie podkładów muzycznych do opowiadanych treści czy minimalny nawet ruch sceniczny!

Dość mocno zaznaczyły swą obecność chóry, w tym debiutujący na Hosannie Chór Diecezji Południowej (którym dyryguje młody Samuel Bukowski), Chór Cieszyński i Chór Ziemi Cieszyńskiej. Prócz nich, wystąpili m. in.: Fileo, Alicja Głowacka, Marta Naumiuk, Sara Pytel z Aleksandrą Smyk oraz kolejne debiutantki na festiwalowej scenie, czyli żeńskie trio ze Skoczowa.

Z jednej strony atmosfera panująca podczas przeglądu adwentystycznych zespołów muzycznych nie była sztucznie pompowana, ale z drugiej niekiedy była wręcz zbyt sielankowa. Bardziej jak na pikniku, niż na festiwalu.

Bez zmian – oto kolejny powrót do korzeni – jeśli chodzi o „problem drzwi”. Wejście do sali koncertowej pozostawało otwarte, przez co niemalże cały czas, nawet podczas nabożeństwa i koncertu orkiestry symfonicznej, słychać było gwar rozmów i bawiących się dzieci…

Działanie (orkiestra Classic z Łucka)

Wzruszający był wieczorny koncert charytatywny. O chorym na mukowiscydozę siedemnastoletnim Patryku Fiuku opowiadał Marek Rusek, kierownik zespołu Emaus. Obecnie rodzice starają się zorganizować dla niego operację. Potrzeba na nią ok. 120 tys. euro. – Najważniejsze jest jednak to – zaznaczył Rusek – że chłopak sam przyznaje, że już nie boi się śmierci, tak jak kiedyś! Przejmuje się raczej tym, czy w Królestwie Niebieskim spotka swoją mamę, brata, siostrę, przyjaciół…

Dla Patryka zagrała amatorska, młodzieżowa orkiestra symfoniczna Classic z Łucka, w której najmłodsza skrzypaczka ma 12 lat, a dyrygent jest… stolarzem! Jednak młodzi Ukraińcy ze zboru oddalonego 150 km od Lwowa pokazali dużą klasę. Grali zarówno dobrze znane adwentystom chrześcijańskie utwory, jak i kompozycje Haendla. – Szczerze powiedziawszy, to wam zazdrościmy. Ale to jest taka dobra zazdrość – żartowała konferansjerka, Renata Smyk. Jeszcze ciekawiej odniósł się wcześniej do muzyków Kovacs-Biro: – Wreszcie spotkałem kogoś z Łucka! Czekałem na to już dłuższy czas. Podczas wojny mój dziadek dostał tam wspaniały prezent. Został postrzelony. Mówię całkowicie poważnie! Stracił 3 palce, wysłano go do szpitala, ale okazało się to wielkim błogosławieństwem: tydzień później cała jego jednostka zginęła. To dzięki dziadkowi dowiedziałem się, że Jezus żyje. Brał wszystkie swe wnuki w kółko i nam to wpajał.

Mimo niedużej frekwencji na wieczornym koncercie, udało się zebrać ok. 6 500 złotych na dalsze leczenie Patryka!

Widać, że Festiwal w Częstochowie to wydarzenie, które na stałe wpisało się do naszego kalendarza oraz które łączy wiele grup i  pokazuje różnorodność (choćby muzyczną) Kościoła w Polsce! Takiego potencjału nie sposób nie wykorzystywać w przyszłości – choćby przy organizacji Festiwalu Hosanna 2014!

Częstochowa ... [Michał Rakowski/AAI, fot. Agnieszka Kasprowicz-Kluska, Michał Romanowski]