Koncert ku pamięci tych, którzy odeszli na COVID-19.

1 LISTOPADA 2021 [LODZ.WYBORCZA.PL / AGNIESZKA URAZIŃSKA]

Niezwykły koncert ku pamięci tych, którzy zmarli na COVID-19, został zorganizowany przez Kościół Adwentystów Dnia Siódmego w Łodzi oraz Okręgową Izbę Lekarską w Łodzi.

To był wieczór wypełniony muzyką, bo zaproszenie do udziału przyjęli profesjonalni instrumentaliści i wokaliści. Wśród nich był Mirosław Karauda, pastor Kościoła Adwentystów, przez wiele lat związany z zespołem gospelowym Adwent Singers. Wystąpiła także Marta Słociak-Wiszniewska, wokalistka współpracująca z z Filharmonią Narodową, która ma na koncie także doświadczenie dubbingu w filmach Disneya, m.in „Zaplątani”, która zaśpiewała m.in. „Człowieczy los” Anny German.

Wielkie brawa dostał Łukasz Karauda, absolwent Royal Welsh College of Music and Drama i główny solista Państwowego Zespołu Ludowego Pieśni i Tańca „Mazowsze”, który wykonał nieśmiertelny utwór „My Way” Franka Sinatry. Na gitarze grał Przemek Kowalski – gitarzysta, basista, muzyk sesyjny i kompozytor. W roli wokalisty można było usłyszeć dr Tomasza Karaudę, który łączy świat artystyczny z medycznym, bo na co dzień jest lekarzem ze szpitala im. Barlickiego w Łodzi i pracował na oddziale covidowym.

Medycy wspominają pacjentów z COVID-19

– Są takie chwile w życiu człowieka, kiedy nie wiemy, co powiedzieć, a bardziej niż słowa potrzebujemy gestu, przytulenia – tak rozpoczął koncert prowadzący go artysta, Dariusz Górski, solista Warszawskiej Opery Kameralnej. 

Na widowni zasiedli medycy oraz osoby, które w czasie pandemii utraciły bliskich przez COVID-19. Ważne słowa słychać było ze sceny, bo głos zabrali ci, którzy walczyli i walczą z koronawirusem na szpitalnych oddziałach. – W ubiegłym roku byłam na kilkudniowym urlopie, gdy koleżanka pielęgniarka wysłała mi swoje zdjęcie w kombinezonie ochronnym z napisem „zaczęło się” – wspominała Dorota Sękowska, pielęgniarka ze szpitala im. Biegańskiego, która pracowała również w szpitalu tymczasowym w hali Expo. – Wróciłam do pracy ale nie spodziewałam się tego ogromu smutku, niepokoju, tej potwornej samotności, której doświadczali pacjenci. Starsi ludzie pilnowali, ile mają kresek w komórkach, ściskali telefony w dłoniach na wypadek, gdyby nagle trzeba było zadzwonić do kogoś bliskiego. Zapadli mi w pamięć szczególnie ci, którzy szybko się pogarszali. Jak pani Basia, która skubała mnie za rękaw kombinezonu i mówiła :”Proszę cię, ty mi pomóż”.

Pielęgniarka z bólem mówiła, że często pomóc nie potrafił nikt: – Miałam przebrać pacjentkę przyjętą do izby przyjęć, a ona zaczęła umierać. Zawołałam inne pielęgniarki. Przez kilka godzin walczyłyśmy o jej życie. Nie udało się jej uratować.

– Myśmy tam byli ich spowiednikami, przyjaciółmi, ostatnimi osobami, jakie przyjmowały ciężar tych ostatnich słów – mówił o pacjentach dr Tomasz Karauda. – „Czy Bóg będzie o mnie pamiętał?”, „Czy mogę pana poprosić, żeby pan w moim imieniu przeprosił rodzinę?” „Czy będzie jutro?”. Pamiętam starszego pana, który był przyjęty przed Bożym Narodzeniem i użyczyłem mu swojego telefonu. Rozmawiał z synem. „Syneczku, jeśli słyszymy się po raz ostatni, to życzę ci dobrych świąt i dobrego życia. Kocham cię”. Powiedziałem sobie, że zrobię wszystko, aby tego pacjenta uratować. Dyżurowałem przy nim, gdy tylko mogłem. Straciliśmy go przed świętami. Niech ten koncert będzie też dla tej osoby, która straciła tatę. Mam nadzieję, że po drugiej stronie spotkamy część tych ludzi, o których walczyliśmy. Może usłyszymy „dziękuję za walkę”, choć niestety część tych walk była przegrana. 

Pracownicy oddziału covidowego podliczyli, że przyjęli około 600 osób, stracili co piątą. Obecni na koncercie medycy apelowali do niezaszczepionych, żeby się szczepili. – To nie koniec – przestrzegała pielęgniarka, Dorota Sękowska. – W listopadzie wracam na oddział covidowy. 

Agnieszka Urazińska


Źródło: lodz.wyborcza.pl