Podaj to dalej! Relacja z Międzynarodowego Kongresu Liderów Młodzieży w Kassel.

5 WRZEŚNIA 2018 (NR 657) [PIOTR ŻYZIŃSKI]

Przełom lipca i sierpnia tego roku był czasem wielkiego wydarzenia dla młodzieży naszego kościoła. W spokojnym miasteczku w centralnych Niemczech, odbył się międzynarodowy kongres dla liderów młodzieży Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. Ale zanim przekroczyliśmy próg Pałacu Kongresowego w Kassel, czekała nas kilkugodzinna podróż z Polski.

Cała delegacja, w składzie Michał Dutkowski, Paulina Dzięgielewska, Tytus Gudzowski, Marek Micyk, Paulina Radke, Aleksandra Stasiak, Tomasz Szydłowski oraz Piotr Żyziński, spotkała się w zborze poznańskim, skąd w dalszą drogę ruszyliśmy busem.

Na trasie naszego przejazdu znajdowała się Wittenberga. Nie sposób było ominąć miasto, w którym rozpoczęła się reformacja. To właśnie tam do drzwi kościoła zamkowego Marcin Luter przybił swoje 95 tez. Około godziny 13 dotarliśmy na miejsce i zaczęliśmy zwiedzanie. Kilka zdjęć i nakręcony film zakończył naszą wizytę przy kościele, ale nie w Wittenberdze. Przeszliśmy główną alejką przez całe miasto i stanęliśmy na jej końcu przed domem reformatora, gdzie obecnie znajduje się muzeum. Po krótkim namyśle zdecydowaliśmy się je zwiedzić. Eksponatów było mnóstwo, a historia reformacji, to tylko jeden z tematów, obok życia prywatnego Lutra, jego małżeństwa, budowy mieszkania, a także późniejszych dziejów ruchu protestanckiego, które były przedstawione bardzo obrazowo. Wszystko było bardzo interesujące i zeszło nam dłużej niż planowaliśmy. Odjeżdżając wpadamy jeszcze na lody do Lidla, w którym zakupy zapewne robiła Katarzyna Von Bora, żona Marcina Lutra.

Do Kassel docieramy w ostatniej chwili, łapiemy pakiet rejestracyjny, który poza identyfikatorem zawierał masę książek, broszur i informatorów schowanych w zgrabnym worku i wchodzimy do głównej sali już pełnej gości. Niesamowite wrażenie zrobiła ilość i różnorodność delegacji przybyłych z całego świata: każdy wydział, niemal każda unia (kraj) miała swoją grupę młodych bojowników wiary, a dostrzeganie czarnych, żółtych i białych twarzy, z włosami ciemnymi czy jasnymi, kręconymi bądź prostymi, mówiącymi wszystkimi językami świata zwracała uwagę na ogrom dzieła, w którym uczestniczymy my wszyscy.

Przywitali nas konferansjerzy, którzy prowadzili całe wydarzenie już do samego końca: gadatliwa i energiczna dziewczyna z Jamajki, oraz nieco bardziej stonowany chłopak z Korei – kolejny obraz tego, jacy wszyscy byliśmy różni etnicznie i kulturowo, ale jednak z tym samym celem, pragnieniem i miłością do Chrystusa. Przedstawienie wydział, aplauz i entuzjazm przeplatały się z pieśniami i modlitwami, aż nadszedł czas na Słowo. Główny mówca, David Asscherick opowiedział o naszej tożsamości jako ludzi żyjących na Ziemi: „jesteś człowiekiem, jesteś teistą, jesteś monoteistą, jesteś chrześcijaninem, jesteś protestantem, jesteś Adwentystą Dnia Siódmego”, i na każdym poziomie są ludzie z którymi masz coś wspólnego i to powinno być punktem wyjściowym do rozmowy, która przybliży drugą osobę do Jezusa.

Po zakończeniu części oficjalnej rozpoczęła się ta nieoficjalna, czyli spotykanie starych znajomych, uściski i rozmowy, a także zwiedzanie miejsca, w którym mieliśmy spędzić znaczną część naszego czasu w kolejnych kilku dniach. Ogromna główna sala, na parterze stołówka, a na piętrach wejście do hotelu i przyległej do niego restauracji, obszerne podwórko i mnóstwo większych i mniejszych sal, w których odbywały się warsztaty. Wszystko łączył obszerny hol i kilka klatek schodowych oraz wind.

O 23 byliśmy już w naszym apartamencie – 15 minut spokojnego spaceru z pałacu kongresowego. Część na łóżkach, ktoś na materacu lub na poduchach z kanapy, każdy miał swój kąt, gdzie po dniu pełnym wrażeń mógł odpocząć.

Każdy dzień kongresu miał swój plan: rano rozpoczęcie dnia, które pod fajnym hasłem „Give Him 20” (daj Mu 20 <minut>), zachęcało do modlitwy i zwrócenia swoich myśli na Chrystusa od razu po przebudzeniu, potem śpiew i kazanie, a następnie krótkie przedstawienie projektów misyjnych z różnych dywizji. „Duże wrażenie zrobiła na mnie ilość projektów skierowanych do młodzieży i nacisk położony na służbę w tej grupie wiekowej. Wśród tych wszystkich pomysłów, które zostały przedstawione, naprawdę każdy może znaleźć coś dla siebie” – opowiada Ola, i trudno się z nią nie zgodzić.

O 10:30 kolejne krótkie kazanie, a po 30 minutach studium Słowa Bożego w tak zwanych „Small Groups” (małych grupkach). Relacje, jakie mogliśmy zbudować z ludźmi podczas rozmowy o naszym Stwórcy, były niesamowicie wartościowe: z ponad tysiąca sześciuset uczestników spotykaliśmy się z kilkunastoma osobami, z różnych stron świata, które towarzyszyły nam przez całe wydarzenie, w codziennym rozmyślaniu nad słowem Bożym.

Po posiłku duchowym, nastawał czas na posiłek fizyczny (oczywiście wegetariański): gulasz, ryż, makaron, pierożki…, a jeśli ktoś umiał się ustawić i zrobił maślane oczy, to nawet można było załapać się na dokładkę.

Blok popołudniowy zaczynał się od warsztatów, których była cała masa, od propozycji służby, przez wskazówki dla liderów, aż po stricte duchowe tematy, każdy mógł znaleźć coś dla siebie, o ile znalazł salę, w której owe spotkanie miało się odbyć. Marek bardzo fajnie podsumowuje ważne przesłanie części warsztatów oraz wystąpień mówców: „Często mówimy, by nasz kościół i praca wśród młodzieży była skoncentrowana wokół Jezusa, ale zawsze pojawia się pytanie: jak to zrobić? Narzędziem, które będę bardziej świadomie używał w służbie, jest zaufanie. Otóż okazuje się, że im bardziej kogoś nim obdarzamy, tym większą energię, kreatywność i potencjał możemy wyzwolić w drugim człowieku. Jakiż to piękny i ewangeliczny mechanizm.”

Dochodzimy teraz do najbardziej wyczekiwanej części dnia: wieczornego wykładu prowadzonego przez Davidza Asshericka. Jego energia była zaraźliwa, a sposób, w jaki tłumaczył przesłanie kolejnych wersetów, gestykulacja i kontakt z publicznością sprawiał, że słowa same zapadały w pamięć. Nikogo też nie dziwiło częste wtrącanie myśli, czy nawet całych zdań z ostatnich kazań, podczas rozmów prowadzonych na kongresie.

Cały dzień kończyła kolacja, a po niej był czas na rozmowy z uczestnikami, odwiedzanie stoisk różnych wydawnictw i projektów misyjnych oraz spacery po mieście.

Po wszystkim spotykaliśmy się w apartamencie i dyskutowaliśmy o mijającym dniu i o warsztatach (nie zdarzyło się, byśmy wszyscy byli na tym samym, wiec było co opowiadać), spostrzeżeniach i myślach, które utkwiły nam w pamięci. Jeszcze tosty na przegryzkę i byliśmy gotowi do spania 🙂 Tak mniej więcej wyglądał dzień na kongresie.

Najlepsze jego punkty? „Bardzo podobała mi się idea małych grup, gdzie spotykaliśmy się w losowo dobranych grupkach ludzi z całego świata, co z początku zmuszało do przełamania lodów i poznania nowych osób, ale bardzo szybko okazało się, ze nie mają znaczenia różnice kulturowe, językowe, czy jakiekolwiek inne. (…) Już po pierwszym spotkaniu czuliśmy się jak rodzina i za to lubię Kościół Adwentystów Dnia Siódmego.” – podkreśliła Paulina. Tytus dodał: „To niesamowite, odczuć i zobaczyć na właśnie oczy ludzi z całego świata, którzy wierzą tak samo jak my i których naprawdę możemy nazywać braćmi i siostrami. Z niektórymi można było rozmawiać tak, jakbyśmy znali się całe życie. Wierzę, że to wszystko dzięki jednoczącej sile Chrystusa.”, a Tomek stwierdził, że: „Boży przekaz dostarczony przez mówców to największy atut tego wydarzenia. Wydaje nam się, że znamy Biblię, a jednak Bóg za każdym razem pomaga nam odkrywać ją i Siebie na nowo. Chrześcijaństwo to nie nuda, to niesamowita przygoda, w której towarzyszy nam Bóg” i uważam, że jest to świetne podsumowanie całego Globalnego Kongresu Liderów Młodzieży 2018. Zapraszamy was do obejrzenia podsumowania na YouTube i aktywnego działania wśród młodzieży, by w tym gronie poszerzać Boże Królestwo i znajomość naszego Zbawiciela.

 

Piotr Żyziński

Zbór w Krakowie