Za kulisami dialogu katolicko-adwentystycznego

[ANDRZEJ SICIŃSKI/GŁOS ADWENTU 1-2/2019|ZDJ. ADRIAN GRYCUK]

W tym roku mija 20 lat od podpisania głośnego oświadczenia z okazji 15-lecia dialogu katolicko-adwentystycznego. Jakie było i jest znaczenie tego dokumentu? Jak doszło do jego podpisania? Co z samym dialogiem?

14 grudnia 1999 r. w siedzibie Prymasa Polski przy ul. Miodowej w Warszawie doszło do podpisania historycznego dokumentu: Oświadczenia Rady Konferencji Episkopatu do Spraw Ekumenizmu Kościoła Katolickiego w Polsce i Zwierzchności Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego w Polsce z okazji 15-lecia międzywyznaniowego dialogu.

Stronę adwentystyczną reprezentowali pastorzy: Zachariasz Łyko, Andrzej Siciński (ówczesny sekretarz Kościoła) i Bernard Koziróg – jako członkowie Zespołu Rozmów Bilateralnych – oraz Władysław Polok (ówczesny przewodniczący Kościoła) i Jan Krysta (ówczesny przewodniczący Diecezji Południowej). Stronę katolicką reprezentowali członkowie zespołu w osobach księży: Lucjana Baltera, Michała Czajkowskiego, Marcina Wojtowicza oraz abpa Alfonsa Nossola, bpa Władysława Miziołka, bpa Jana Bernarda Szlagi, księży Piotra Jaskóły, Wojciecha Hanca, Krzysztofa Różańskiego.

Oświadczenie składało się z siedmiu punktów. Pierwszy wskazał, że dialog charakteryzował się wzajemnym poszanowaniem tożsamości, autonomii i niezależności obu stron. W drugim wyrażono zadowolenie z faktu lepszego wzajemnego poznania zarówno różnic, jak i podobieństw pomiędzy obu Kościołami. W trzecim adwentyści docenili niezaprzeczalne otwarcie się na Biblię strony katolickiej, katolicy zaś z uznaniem podkreślili chrystocentryzm adwentystów. W czwartym punkcie podkreślono eklezjalny charakter Kościoła adwentystów oraz potępiono określanie go mianem sekty. W piątym punkcie wymieniono powody, dla których Kościół adwentystów nie może być traktowany ani jako sekta, ani jako nowy ruch religijny. Wśród nich znalazły się m.in. takie, że „istnieje już na Ziemiach Polskich od przeszło 110 lat (…) posiada określoną doktrynę, organizację i obrzędy kultowe (…) pielęgnuje w swej nauce i służbie główne zasady wiary chrześcijańskiej na czele z wiarą w Trójcę Przenajświętszą (…) nie mają do niego zastosowania żadne znamiona, charakterystyczne dla sekt, opisane w dokumencie watykańskim O nowych ruchach religijnych i sektach z roku 1986”. W punkcie szóstym podkreślono, że choć w przeszłości relacje katolicko-adwentystyczne nie należały do najlepszych, to kontynuowanie dialogu między obu Kościołami jest wskazane, gdyż „przyczynia się (…) nie tylko do polepszenia i rozwoju międzywyznaniowych stosunków kościelnych, ale także upowszechniania Ewangelii, dobra i pokoju społecznego oraz chwały Bożej”. W tym samym punkcie czytamy również, iż „Kościół Adwentystyczny, należący do Kościoła Chrystusowego, posiada w Polsce ustawową formę regulacji swego statusu prawnego, wnosi pozytywne wartości religijno-moralne w życie naszego społeczeństwa i z szacunkiem odnosi się do Kościoła Katolickiego, jak również innych Kościołów chrześcijańskich oraz wspólnot religijnych i społecznych w duchu Ewangelii,  praw człowieka oraz zasad wolności religii i przekonań”. Ostatni, siódmy punkt to podziękowania dla zwierzchności obu Kościołów oraz dla samego Boga „za przywilej braterskich rozmów i wspólnej chrześcijańskiej modlitwy o dar jedności w Chrystusie”.

Pełna treść tego dokumentu została opublikowana kilka miesięcy po jego podpisaniu nie tylko w prasie nieadwentystycznej, ale i adwentystycznej – w miesięczniku „Znaki Czasu” 5/2000. A fakt jego podpisania został ujawniony jeszcze wcześniej, bo w artykule niżej podpisanego pt. W imię pokoju, opublikowanym w miesięczniku „Głos Adwentu” 3/2000. Nie ma zatem potrzeby przytaczać treści dokumentu w całości, zwłaszcza że zainteresowani mogą go bez problemu znaleźć w internecie.

 

Głośny początek i cichy koniec

 

Według Oświadczenia dialog rozpoczął się w 1984 r., a konkretnie od wizyty w siedzibie Kościoła adwentystów w Warszawie bpa Nossola, ówczesnego przewodniczącego Komisji Episkopatu ds. Ekumenizmu (KEdsE). Do wizyty doszło 9 października. Zapraszającym był ówczesny przewodniczący Kościoła pastor Stanisław Dąbrowski.

Inicjatywa wyszła jednak już w kwietniu 1984 r. od wiceprzewodniczącego KEdsE bpa Miziołka, który zwrócił się do nas z „propozycją przeprowadzenia w najbliższym czasie wspólnych rozmów (…) w sprawie teologii i praktyki Chrztu św. w naszych Kościołach”. Biskup wyraził nadzieję „wzajemnego uznania ważności Chrztu udzielanego w naszych Kościołach i uzgodnienia sprawy wydawania metryk chrzcielnych”.

W maju nasz Kościół odpowiedział biskupowi, że jego propozycja jest cenna, wymagałaby jednak wcześniejszego omówienia „szeregu innych nabrzmiałych spraw, wymagających rozwiązań”. Słowo to w tym piśmie nie padło, ale właśnie wtedy w prasie katolickiej pojawiały się teksty określające Kościół adwentystów jako sektę.

W czerwcu katolicy po raz pierwszy używają względem przyszłych rozmów sformułowania „dialog” i piszą, że jego wynikiem miałby być „protokół-deklaracja wyrażający naukę i praktykę obu Kościołów co do Chrztu św.”.

Zatem dialog rozpoczął się 9 października 1984 r. Mimo to już w styczniu kolejnego roku „Gość Niedzielny” publikuje list pasterski bpa Herberta Bednorza z okazji Tygodnia Modlitw Ekumenicznych, w którym nasz Kościół kolejny raz nazwano sektą. W tej sytuacji w lutym Kościół adwentystów pismem ówczesnego sekretarza Kościoła pastora Łyki informuje stronę katolicką o „zawieszeniu na czas nieograniczony” dopiero co rozpoczętych rozmów „w związku z obraźliwym tonem i nomenklaturą listu” bpa Bednorza. Inne źródło podaje, że zawieszenie rozmów miało miejsce w okresie 1987-1990

Kilka lat później na Zjeździe Kościoła w 1988 r., w 100-lecie polskiego adwentyzmu, pojawia się specjalny przedstawiciel prymasa Polski ks. Bronisław Dębowski. To jeszcze nie było podjęcie dialogu na nowo, ale wzajemny gest otwarcia. 

W marcu 1990 r. w siedzibie Kościoła na Foksal 8 odbyło się pierwsze po kilkuletniej przerwie spotkanie przedstawicieli obu stron. Z inicjatywą wznowienia rozmów wystąpił nasz Kościół. Od tego momentu spotkania były protokołowane. Ponownie poruszono kwestię nazywania adwentystów „niechrześcijańską sektą”. Tym razem uczynił to w artykule bp Pawłowicz. Strona katolicka poinformowała, że pozostali biskupi „przepraszają wszystkich adwentystów” i że Pawłowicz „otrzymał od Episkopatu [polecenie], aby przeprosił adwentystów i sprostował swoją wypowiedź”. Adwentyści podziękowali za tę reakcję i za obecność katolickiego przedstawiciela na jubileuszowym Zjeździe Kościoła. Dalej wyraziliśmy nadzieję na współdziałanie obu Kościołów w zwalczaniu patologii społecznych. Mówiliśmy o potrzebie tolerancji i wzajemnego podchodzenia do siebie „jak do braci w Chrystusie” oraz o ekumenizmie „praktycznym, a nie administracyjnym”. Miałby on polegać na zbliżeniu się do Chrystusa. „Jeśli wszyscy zbliżymy się do Chrystusa, zbliżymy się do siebie” – mówił pastor Łyko. W jego rozumieniu ekumenizm to „dialog, braterstwo, współdziałanie na wspólnych płaszczyznach”. Strona katolicka zaproponowała, aby na kolejnym spotkaniu omówić zagadnienie chrztu.

Mimo tej propozycji na kolejnym spotkaniu w listopadzie 1990 r. w siedzibie strony katolickiej przy ul. Ratuszowej 5 zagadnienia chrztu nie poruszono. Strona katolicka poruszyła zagadnienia adwentystycznego prozelityzmu, anonimowego sprzedawania literatury adwentystycznej przed katolickimi kościołami, sekciarskiej terminologii bpa Pawłowicza. Adwentyści poruszyli sprawę niedopuszczania przez księży katolickich do spotkań prowadzonych przez adwentystów w domach kultury oraz promowania tolerancji na lekcjach religii w szkołach. Rozmawiano też o wizycie papieża Jana Pawła II, która miała mieć miejsce w 1991 r. Ustalono, że w 1991 r. w seminarium w Podkowie Leśnej odbędzie się spotkanie naszych alumnów z alumnami katolickimi z Ołtarzewa.

Na kolejne spotkanie czekano ponad rok – do grudnia 1991 r. Omówiono na nim stosunki międzykościelne i ważniejsze wydarzenia w obu Kościołach, oraz, ponownie, kwestię terminu „sekta” u bpa Pawłowicza. Wezwano stronę katolicką do zrezygnowania z używania go względem adwentystów, co spotkało się z poparciem katolickich przedstawicieli.

Niejako na marginesie toczących się w zespole dialogowym rozmów w 1992 r. doszło do dwóch (a właściwie trzech) ważnych wydarzeń. W marcu delegacja Kościoła adwentystów złożyła wizytę prymasowi Józefowi Glempowi. Okazją do tego była wizyta w Polsce pastorów Berta B. Beacha z Departamentu Spraw Publicznych i Wolności Religijnej Generalnej Konferencji (GK) i Rajmunda Dąbrowskiego z tego samego departamentu Wydziału Transeuropejskiego (TED). Tego samego dnia delegacja adwentystyczna odwiedziła też nuncjusza Józefa Kowalczyka. Były to pierwsze w dziejach polskiego adwentyzmu tego typu kurtuazyjne wizyty wysokich przedstawicieli Kościoła u tak wysokich hierarchów polskiego Kościoła rzymskokatolickiego. Strona adwentystyczna poinformowała prymasa (a potem zapewne i nuncjusza) o stanie prowadzonego dialogu oraz kierunkach działalności Kościoła adwentystów w dziedzinie moralności publicznej. Podkreślano, że „różnice doktrynalne nie mogą przesłaniać tego, co najważniejsze – chrześcijańskiej miłości” oraz że „więcej nas łączy, niż dzieli”. W czerwcu tego samego roku delegacja adwentystyczna kolejny raz odwiedziła prymasa Glempa. Tym razem na jej czele stali przewodniczący GK Robert Folkenberg i przewodniczący TED Jan Paulsen.  

Do kolejnego spotkania dialogowego doszło w grudniu 1992 r. u katolików. Omówiono na nim wizyty z roku 1992. Poruszono kilka przypadków nietolerancyjnej wobec adwentystów postawy lokalnych katolickich proboszczów, którzy m.in. uniemożliwili nam wynajęcie pomieszczeń na spotkania antynikotynowe, a także odmówili spotkania kurtuazyjnego z pastorem adwentystycznym z Australii. Podniesiono potrzebę pogłębiania wzajemnej tolerancji i prowadzenia dialogu celem lepszego wzajemnego poznania się.

Z lat 1993-1996 żadne dokumenty dotyczące dialogu się nie zachowały. W liście Kościoła adwentystów do bpa Nossola z września 1997 r. czytamy, że do takich spotkań dochodziło zwykle dwa razy w roku. List był rodzajem podsumowania dotychczasowego dialogu. Adwentyści napisali, że dzięki temu dialogowi obie strony zrozumiały, jak wiele je łączy w doktrynie i moralności, praktyce życia i powinnościach względem społeczeństwa. Lepiej poznano też dzielące oba Kościoły różnice. Czytamy w nim, że efektem dialogu były: wspólne nabożeństwa w miesiącu modlitw o jedność chrześcijan w Chrystusie (podkreśliłem, gdyż nie chodziło nam nigdy o jedność eklezjalną, a tylko tę, którą można osiągnąć w Chrystusie, przez osobiste zbliżenie się do Niego, a której pełnia nadejdzie, gdy Chrystus powróci, kiedy będzie już jedna Owczarnia i jeden Pasterz), majowe nabożeństwa biblijne, uczestniczenie w konferencjach międzywyznaniowych, udział przedstawicieli katolickich w uroczystościach rocznicowych Kościoła adwentystów, życzliwy stosunek Kościoła katolickiego w Polsce do naszych starań o adwentystyczną ustawę kościelną, ale też życzliwy stosunek adwentystów do katolickiego konkordatu (adwentyści podnosili przy tej okazji kwestię rozszerzenia identycznych uprawnień na wszystkie Kościoły), współdziałanie w Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego, habilitacja adwentysty na Akademii Teologii Katolickiej.

Zwieńczeniem tych wszystkich rozmów i spotkań było podpisanie dokumentu z roku 1999. Po tym roku dialog kontynuowano, acz sprowadzał się on jedynie do spotkań dorocznych lub rzadszych, na których omawiano już tylko różne ważniejsze wydarzenia, jakie miały miejsce w obu Kościołach, i wymieniano się uprzejmościami, a czasem prezentami książkowymi. Po śmierci pastora Łyki w 2008 r. doszło może jeszcze tylko do jednego spotkania, po czym, można powiedzieć, że umarły one śmiercią naturalną – nikt dialogu formalnie nie zawiesił, nie zakończył, ale spotkań w dotychczasowej formule dialogowej już nie kontynuowano.

 

Czym jest, a czym nie jest Oświadczenie?

 

Oświadczenie z 1999 r. jest przede wszystkim dokumentem o charakterze kurtuazyjnym, grzecznościowym. Różne mniej lub bardziej okrągłe rocznice, jubileusze wieńczy się specjalnymi oświadczeniami – podsumowującymi jakąś działalność, upamiętniającymi jakieś wydarzenia, dziękującymi ich uczestnikom.

Oświadczenie pomogło wielu adwentystom i ich dzieciom, którzy w miejscach swego zamieszkania byli dyskryminowani, wytykani palcami, wyszydzani przez lokalne duchowieństwo katolickie jako sekciarze. Pokazanie im tego dokumentu najczęściej zamykało im usta, a wielokrotnie prowadziło nawet do przeprosin. Krytycy przytaczają argument, że przecież w czasach apostolskich chrześcijan nazywano sektą, więc i my dziś nie powinniśmy się tego słowa obawiać, a nawet być z tego powodu dumni. Na początek więc zapytam, czy dzieci adwentystycznych „sekciarzy” we współczesnych szkołach tak samo byłyby dumne z tej łaty przyszywanej im i ich rodzicom, czy może wolałyby jednak być traktowane normalnie. Bo sekciarzy normalnie się nie traktuje. Dziś słowo „sekta” ma inne znaczenie niż kiedyś. Kiedyś oznaczało jedynie odłam religijny i nie miało negatywnych konotacji. Dziś to słowo celowo związano z pojęciami destrukcji, podejrzeniami o „werbowanie” naiwnych, narkotyzowanie ich, pranie mózgów, wykorzystywanie ekonomiczne czy wręcz seksualne. W Polsce do takiej zmiany rozumienia tego słowa dochodzono stopniowo, ale od lat 80. poczynając. 

Dzięki Oświadczeniu otworzyło się dla nas wiele domów kultury w małych miejscowościach przez udostępnianie nam pomieszczeń na prowadzenie wykładów, kursów i nabożeństw. Dyrektorzy zyskali „podkładkę” na wypadek nieprzychylności lokalnego proboszcza.

Oświadczenie to dowodziło też otwartości Kościoła adwentystów w oczach społeczeństwa i władz różnych szczebli. Pokazało, że potrafimy rozmawiać bez wrogości nawet z dalekimi nam ideologicznie rozmówcami. Nie jesteśmy zatem religią fanatyków, a ludzi rozsądnych, z którymi można rozmawiać. Nasza ustawa z 1995 r. w pewnym sensie jest po części pokłosiem takiego postrzegania adwentystów. A jej znaczenia chyba nie trzeba dowodzić.   

Czym Oświadczenie nie jest? Nie jest porozumieniem. Jego krytycy często twierdzą, że Kościół adwentystów „podpisał porozumienie z katolikami”. Błąd. Porozumienie to synonim umowy, czyli zgodnego oświadczenia, którego strony zaciągają względem siebie jakieś wzajemne zobowiązania. Tymczasem w żadnym punkcie Oświadczenia strony się względem siebie do niczego nie zobowiązują.

Oświadczenie nie jest „samoskrępowaniem się” Kościoła adwentystów w zakresie głoszenia trójanielskiego poselstwa czy wydawania Wielkiego boju itp. To oczywista nieprawda i pustosłowie, za którymi nie idą żadne dowody – ani z tekstu Oświadczenia, ani z innych dokumentów kościelnych, ani z działalności Kościoła adwentystów po 1999 r. Wystarczy podliczyć, ile od tego roku wydaliśmy egzemplarzy Wielkiego boju – setki tysięcy; że nie wspomnę o artykułach, kazaniach, książkach na temat trójanielskiego poselstwa i je zawierających.

Oświadczenie nie jest żadnym ustępstwem i kompromisem względem katolików ze strony adwentystów. Warto tu zauważyć, że katolicy przystępowali do tego dialogu z nadzieją na wzajemne uznanie chrztu. Ta myśl pojawia się w dokumentach już w 1984 r. i kolejny raz w 1990, gdy dialog wznowiono. Pojawiła się też w 1999 r., gdy sam uczestniczyłem w jednym ze spotkań zespołu dialogowego, gdy strona katolicka zaproponowała ten temat na kolejne spotkanie. Odpowiedziałem, że porozmawiać oczywiście możemy, ale o żadnej zmianie  stanowiska Kościoła adwentystów w tej kwestii nie może być mowy – adwentyści nie uznają chrztu niemowląt przez pokropienie, nawet jeśli katolicy zadeklarują uznanie chrztu dorosłych przez zanurzenie jako dodatkowego obok chrztu niemowląt przez pokropienie. Nadzieje strony katolickiej na nasze uznanie ich chrztu się nie spełniły. Natomiast nasze – na zaprzestanie nazywania nas sektą – tak. Jeśli to jest ustępstwo i kompromis, to ja jestem niskim i krępym brunetem.

Oświadczenie nie jest też żadną tajemnicą, którą Kościół ukrywa przed wiernymi. Takie sugestie krytyków są oczywistą manipulacją, obliczoną na zwiększenie zainteresowania ich tezami. Wiadomo – tajemnica pociąga. O tym gdzie i jak wcześnie je opublikowano, już zostało napisane wyżej.  

 

Kwestia księży i Kościoła Chrystusowego

 

Z braku argumentów krytycy próbują kwestionować omawiany dokument, podnosząc fakt podpisania się pod nim naszych pastorów w charakterze księży. Też tam jestem podpisany jako „ks. mgr Andrzej Siciński”. Nie spowodowało to, jak widać, zapoczątkowania w naszym Kościele nazywania pastorów księżmi. Nadal jesteśmy i chcemy być „pastorami”. Nie zmienia to jednak faktu, że w relacjach zewnętrznych, z przedstawicielami władz świeckich i innych Kościołów chrześcijańskich czasem wygodniej jest, i z uwagi na rozmówcę lepiej, użyć określenia „ksiądz”. Oczywiście nie w znaczeniu kapłana, pośrednika między Bogiem a ludźmi, ani tym bardziej średniowiecznego księcia, a w słownikowym znaczeniu – po prostu duchownego, czy to katolickiego, czy protestanckiego. W takim też znaczeniu używają tego słowa wobec duchownych wszystkich wyznań chrześcijańskich przedstawiciele władz państwowych. Nie ma to w ich ustach żadnego podtekstu teologicznego, a jedynie funkcjonalny, mający za zadanie ułatwić wzajemne relacje i komunikację, zwłaszcza wobec wielości różnych określeń stosowanych w różnych Kościołach na osobę duchowną. W omawianym dialogu przyjęto przedstawiać się naszym katolickim rozmówcom jako księża zapewne dla podkreślenia partnerstwa i równorzędności stron dialogu. Powszechnie bowiem jest tak, że gdy pastor adwentystyczny przedstawi się księdzu katolickiemu per „pastor”, ten nie mówi do niego: „pastorze”, tylko używa mieszanej, świecko-eklezjalnej formuły: „panie pastorze”, co osobiście odbieram jako celowe podkreślanie nierównorzędności funkcji księdza i pastora. Tu chciano tego uniknąć, a strona katolicka nie miała nic przeciwko temu.

Problemem dla niektórych jest też fragment Oświadczenia, w którym napisano: „Kościół Adwentystyczny, należący do Kościoła Chrystusowego”. Krytycy pytają: dlaczego należący, a nie będący? Zapewne dlatego, by nie wywyższać się nad naszych rozmówców, przypisując przymiot Kościoła Chrystusowego li tylko sobie, a odbierając tym samym im. Z moich rozmów z autorem projektu Oświadczenia pastorem Łyką pamiętam, jak to wyjaśniał. Uważał, że Kościół Chrystusowy to uniwersalny Kościół przyszłych zbawionych, Kościół ponaddenominacyjny. Nie wszyscy w Kościele adwentystów będą zbawieni, tak jak nie wszyscy katolicy będą potępieni tylko dlatego, że wierzą inaczej niż my. Zbawiona więc będzie jakaś część adwentystów, jakaś część katolików, jakaś część metodystów, a nawet jakaś część muzułmanów czy agnostyków. Ci zbawieni to istniejący nawet dziś na ziemi, ale niewidzialny Kościół Chrystusowy. Jego członkowie są nawet w biblijnym Babilonie, skoro Bóg mówi do nich: wyjdź z niego, ludu mój.   

 

Podsumowanie

 

Do omawianego dialogu przystąpiłem w roku 1998, po objęciu funkcji sekretarza Kościoła, co wiązało się z utrzymywaniem relacji zewnętrznych, w tym z innymi Kościołami. Nie opierałem się jednak temu, pamiętając słowa: „Ze wszystkimi ludźmi, o ile to od was zależy, pokój miejcie”. To wezwanie odbieram jako obowiązek i przywilej utrzymywania przyjaznych i życzliwych kontaktów z otaczającym nas światem. Mamy obowiązek czynić wobec wszystkich ludzi wszystko, co z naszej strony możliwe, by ten pokój zachować. Wszystko, co nie postawi nas w oczywistym konflikcie z objawionym Słowem Bożym. Dlatego staram się lepiej zrozumieć drugiego człowieka, jestem otwarty na kontakt z każdym i szanuję każdego, niezależnie od jego wierzeń i stylu życia.

Jezus mówi nam ponadto: „Błogosławieni pokój czyniący”. Mamy więc aktywnie poszukiwać wszelkich płaszczyzn czynienia pokoju i budowania właściwej atmosfery w kontaktach z innymi, tak jako jednostki, jak i jako Kościół.

Również ówcześnie obowiązujący Statut Kościoła skłaniał nas do tego dialogu, gdyż w przepisie o celach Kościoła napisano, że jednym z nich było „krzewienie ducha tolerancji, pokoju i braterstwa oraz chrześcijańskiej miłości wśród ludzi, wyznań, ras i narodów, a także upowszechnianie praw człowieka, w tym wolności religii i przekonań”. W realizacji tego celu nasz Kościół miał utrzymywać „dobrosąsiedzkie, przyjazne i partnerskie stosunki z Kościołami i Związkami Wyznaniowymi, organizacjami społecznymi i stowarzyszeniami chrześcijańskimi oraz wszystkimi ludźmi dobrej woli, jak również współdziała[ć] z nimi w czynieniu dobra”.

To właśnie w realizacji tych biblijnych i statutowych ideałów prowadzono ten dialog oraz przygotowano i podpisano owo Oświadczenie.

Czy podpisałbym je ponownie? W tych samych warunkach pewnie tak. Tyle że warunki się szybko zmieniły. Już rok po jego podpisaniu Watykan opublikował słynny dokument Dominus Iesus, w którym odmówił statusu Kościoła wszystkim Kościołom protestanckim, uznając je jedynie za  wspólnoty kościelne, ale nie Kościoły. Jak widać, gdyby do podpisania Oświadczenia miało dojść po Dominus Iesus, to by do tego pewnie nie doszło. Istotne jest jednak, i ciągle aktualne oraz w wielu miejscach nadal potrzebne, że Kościół katolicki w Polsce oficjalnie zaprzeczył sekciarskiemu charakterowi naszego Kościoła, wytrącając z ręki narzędzie, którym  nasi wrogowie z tego Kościoła z nami walczyli. Choćby po to było warto.

Andrzej Siciński

Artykuł pochodzi z dwumiesięcznika “Głos Adwentu” 1-2/2019, wydawanego przez Wydawnictwo Znaki Czasu. 
Prenumeratę czasopisma można zamówić bezpośrednio na stronie Wydawnictwa.