Camp 2014 – Ożywieni w Chrystusie

W dniach od 3 do 12 lipca w Zatoniu (woj. zachodniopomorskie) odbyło się doroczne namiotowe spotkanie wyznawców i sympatyków Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. Tegoroczny Camp upłynął pod znakiem upałów, różnorodnych warsztatów, inspirujących wykładów i coraz większej otwartości na potrzeby tych, którzy potrzebują naszej pomocy – zarówno tej duchowej, jak i materialnej.

Czym jest ożywienie? Słownik języka polskiego definiuje ten termin jako „intensyfikację lub rozkwit”, „przywrócenie kogoś do życia” albo też „obdarzenie kogoś życiem”. Ostatnia z definicji wydaje się nie tylko najpiękniejsza, ale również najpełniej odzwierciedla proces zachodzący w życiu człowieka, który oddał swoje serce Bogu. To On obdarzył nowym życiem każdego z nas. To On oddał swego jednorodzonego Syna, aby każdy kto w niego uwierzy, miał życie wieczne.

To właśnie ożywienie – zarówno w duchowym, jak i fizycznym wymiarze, stanowiło motyw przewodni tegorocznego Campu w Zatoniu. Przez dziesięć dni uczestnicy Campu mieli możliwość uczestnictwa w wykładach, warsztatach oraz inspirujących nabożeństwach. Było to również dziesięć dni wielbienia Boga – śpiewem, modlitwą, doświadczeniami i działaniem.

Przymiotnik „różnorodny”, który pojawi się w poniższej relacji jeszcze kilkakrotnie nie jest przypadkowy. Dużą siłą tegorocznego Campu było wyjście naprzeciw duchowym potrzebom poszczególnych grup wiekowych uczestniczących w Campie. Już na wstępie warto wspomnieć o doskonale przygotowanym programie dla dzieci. Dawno minęły czasy, kiedy Camp koncentrował się jedynie wokół potrzeb dorosłych. Podczas tegorocznego Campu również najmłodsi mieli specjalny codzienny blok zajęć, który pozwolił im jeszcze lepiej poznać swojego Stwórcę. W tym samym czasie rodzice mogli skoncentrować się na uczestnictwie w wykładach i warsztatach – a trzeba przyznać, że ich tegoroczna oferta była niezwykle bogata.

Główny mówca tegorocznego Campu pastor Bernie Anderson swoje wykłady kierował przede wszystkim do osób, które dopiero rozpoczynają swoją wędrówkę z Bogiem. Mówił o prostych uniwersalnych prawdach biblijnych i o tym, jak zmieniły one jego życie. Mówił o „skandalicznej miłości Bożej”, która jest w stanie skruszyć serce nawet najbardziej zatwardziałego grzesznika. Wreszcie, mówił o swojej osobistej walce z uzależnieniem od pornografii, i o zwycięstwie które odniósł w mocy Jezusa Chrystusa.  – Nie walczcie sami ze swoimi grzechami. Ta walka należy do Boga – zachęcał uczestników Campu pastor Anderson.

Drugim z zagranicznych gości był Bill Dull, amerykański misjonarz, który już od wielu lat służy najbardziej potrzebującym mieszkańcom Indii. Jego doświadczenia skierowane były przede wszystkim do tych, którzy poznali już w swoim życiu Boga, a jednocześnie chcą się tą znajomością podzielić z innymi. W wystąpieniach Billa Dulla nie było miejsca na suchą teorię i frazesy.  Opowiadał o realnym działaniu realnego Boga w jego życiu, jak również w życiu osób, które spotkał na swojej drodze. Opowiadał o młodych mieszkańcach Indii i o ich spotkaniach z Jezusem Chrystusem. – Choć nie mam grosza przy duszy, to jednak jestem miliarderem. Mam setki prawdziwych „diamentów”. Są nimi moi podopieczni z Indii, którzy napełniają moje życie radością – mówił w jednym ze swoich wystąpień. Dla wielu campowiczów kazanie wygłoszone przez Billa Dulla podczas sobotniego nabożeństwa było jedną z najbardziej wzruszających i inspirujących chwil tegorocznego Campu.

Trzecim szczególnym gościem spotkania w Zatoniu był „90-letni młodzieniec”. Tak zwykł mówić o sobie prof. John A. Scharffenberg, wykładowca, światowej klasy kardiolog i dietetyk, a także kierownik Katedry Żywienia Człowieka na Uniwersytecie Loma Linda. Podczas Campu prof. Scharffenberg skupił się na zagadnieniach związanych z adwentowym poselstwem zdrowia. Trudno wyobrazić sobie kogoś, kto mógłby opowiadać o zdrowiu w bardziej interesujący i nieszablonowy sposób – bez zbędnego pouczania i straszenia. Być może właśnie dlatego wykłady prof. Sharffenberga zjednały sobie uwagę również młodszego pokolenia campowiczów.

W tym roku Zatonie przywitało wszystkich wyjątkowo dobrą pogodą, która (poza dwiema gwałtowanymi burzami) utrzymała się przez cały czas trwania Campu. Doskonała aura sprawiła, że w godzinach popołudniowych największym zainteresowaniem wśród campowiczów cieszył się warsztat „plażowania”. Na szczęście, bardziej merytoryczne warsztaty również się odbywały i w przeważającej większości spotkały się z bardzo dobrym odbiorem ze strony uczestników.

Warto tu wspomnieć choćby o interesujących teologicznych prelekcjach pastora Władysława Poloka oraz pastora Adama Grześkowiaka, seminarium małżeńskim Aliny i Marka Rakowskich czy też warsztatach filcowania prowadzonych przez Grażynę Szambelan. Nie obyło się bez nowości, do których zaliczyć można campowy Klub Podróżnika (Marek Micyk & Paweł Romaniuk) oraz warsztaty biznesowe prowadzone przez Wojtka Orzechowskiego. W Zatoniu działał również chór campowy (Karolina i Ola Harasim), który przygotował specjalny mini-koncert na zakończenie Campu.

W tym roku rozgrywki sportowe utrzymane były raczej w cieniu campowych wydarzeń, co w pewnym stopniu można uznać za pozytyw, zważywszy na wiele negatywnych emocji, które wzbudzały one w latach ubiegłych. Jednak i tu nie zabrakło nowości. Odpowiedzialny za sport Sebastian Pytel przygotował m.in. zawody CrossFit, których uczestnicy mogli zmierzyć się ze swoją siłą, zwinnością oraz przygotowaniem kondycyjnym. Campowicze chętnie grali w siatkówkę plażową, koszykówkę oraz piłkę nożną – na zupełnie nowym boisku, które zostało oddane do użytku w dniu rozpoczęcia Campu. Na tymże boisku rozegrany został również legendarny już mecz pomiędzy pastorami, a „resztą świata”. Padł chrześcijański remis.

Cieszy fakt, że już od jakiegoś czasu zarówno organizatorzy Campu, jak i sami campowicze  coraz bardziej otwierają się na potrzeby innych – przede wszystkim mieszkańców Pojezierza Drawskiego. Ten bardzo pozytywny trend był widoczny również w tym roku.

Pierwszym wydarzeniem skierowanym „na zewnątrz” był Camparaton – charytatywny biegu na symboliczną odległość 7,77 km, który jest wspólną inicjatywą organizatorów Campu oraz Chrześcijańskiej Służby Charytatywnej. W tym roku uczestnicy biegu zbierali pieniądze na leczenie Agatki. Co ciekawe, w tegorocznym Camparatonie udział wziął również pastor Bernie Anderson. Choć zapowiadał, że zwycięży, to jednak nie udało mu się prześcignąć Tomka Waszczuka ze Szczecina, który ostatecznie został triumfatorem biegu.

W tradycję Campów wpisał się również „Market Day” – charytatywna zbiórka pieniędzy, w czasie której każdy z campowiczów ma niepowtarzalną wykazania się swoją pomysłowością i kreatywnością. W tym roku podczas „Market Day” mogliśmy usłyszeć występ “Elvisa Presley’a”, zjeść pyszną sałatkę owocową, kupić jedną z pamiątek przygotowanych na warsztatach z filcowania, a nawet wziąć udział w konkursie rzucania… kaloszem.

Już od wielu lat uczestnicy Campu mają możliwość podzielenia się jednym z najcenniejszych darów – swoją krwią. Dotychczas, aby wziąć udział w takiej inicjatywie musieli oni jednak udać się do punktu pobierania krwi w Drawsku Pomorskim. Wszystko zmieniło się w tym roku, gdy w pierwszą sobotę Campu do Zatonia zawitał specjalny Krwiobus. Inicjatywa zakończyła się wielkim sukcesem, a liczba chętnych krwiodawców przerosła wszelkie oczekiwania organizatorów.

Dużym sukcesem zakończył się również „Impact Day”. Grupa kilkudziesięciu campowiczów udała się do Szczecinka i Złocieńca, aby pozostawić po Campie trwały ślad w pamięci mieszkańców tych miast. Uczestnicy „Impact Day” opowiadali mieszkańcom o zaletach zdrowego stylu życia (Expo Zdrowie), jak również wykonywali prace porządkowe oraz remontowe (malowanie płotów i placów zabaw) na terenie miasta. Swoją cegiełkę do „Impact Day” dołożył również zespół New Heaven, który na Campie prowadził w tym roku służbę uwielbienia. Członkowie zespołu wraz z pastorami Piotrem Samulakiem oraz Bernie Andersonem udali się do zakładu karnego w Wierzchowie, gdzie poprzez śpiew i doświadczenia opowiadali przebywającym tam więźniom o Bogu.

Jeśli coś na tegorocznym Campie rozczarowało, to z pewnością frekwencja. Choć było nieco lepiej niż w roku ubiegłym, a podczas wieńczącego Camp nabożeństwa sobotniego duży namiot znów przypominał nam o „starych dobrych czasach”, to jednak gołym okiem widać, że wielu dotychczasowych uczestników spotkań w Zatoniu na dobre wykreśliło Camp ze swojego urlopowego kalendarza.

Szkoda, bo wbrew wielu opiniom wygłaszanym przez dyżurnych krytykantów, na Camp wciąż warto przyjeżdżać. I nie tylko ze względu na ciekawy i zróżnicowany program, ale również zmiany, które zachodzą w samym ośrodku „Polubie”. W tym roku doczekaliśmy się m.in. własnej zatońskiej „promenady”, nowego boiska sportowego, a także klimatycznych altanek nad samym jeziorem.

Być może warto więc pójść za radą jednego z uczestników Campu, który stwierdził, że sposobem na zwiększenie frekwencji w przyszłym roku mogłoby być rozgłoszenie wieści, że Camp 2015 będzie ostatnim spotkaniem w Zatoniu! Któż z nas nie chciałby wziąć udział w finalnym Campie?

Choć w tym szalonym pomyśle z pewnością drzemie jakaś metoda, to jednak gorąco wierzę, że wystarczającym powodem, aby wybrać się za rok do Zatonia będzie chęć spędzenia dobrego duchowego czasu z Bogiem i tymi, którzy postanowili powierzyć mu swoje życie.

Do zobaczenia na Campie!

AAI fot. A. Kluska