Odnalezieni i uratowani.

23 LIPCA 2018 [DANIEL KLUSKA/ZDJ. MARTINS KRASTINS/PEXELS.COM]

Miesiąc temu świat obiegła informacja, że piłkarska młodzieżowa drużyna z Tajlandii zagubiła się w sieci jaskiń Tham Luang w prowincji Chiang Rai. Wydawało się, że niewiele dobrego w tej sprawie będzie można jeszcze usłyszeć. A jednak.

 

Pouczę ciebie i wskażę ci drogę, którą masz iść; Będę ci służył radą, a oko moje spocznie na tobie.

Psalm 32,8

23 czerwca, drużyna Dzikich Dzików, po rozegranym spotkaniu piłkarskim wybrała się na zwykłą wycieczkę rowerową. Chłopcy nie wrócili na noc do swoich domów. Przed wejściem do jaskini Tham Luang znaleziono rowery i rzeczy piłkarzy. Ruszyła akcja ratunkowa. Aż trudno nie odnieść całej historii do naszego codziennego życia. Implikacji jest naprawdę wiele.

Szukając radości.

W poszukiwaniu szczęścia, niejednokrotnie pozostajemy więźniami chwilowych przyjemności. Dla młodych piłkarzy wycieczka do jaskini miała być zwykłą przyjemnością, a okazała się śmiertelną zasadzką. W wielu przypadkach takie życiowe „wycieczki” nie kończą się happy endem. Pozostając więźniami grzechu, przestajemy liczyć na ratunek. Miejsca, sytuacje a może nawet spełnione marzenia stają się dla nas więzieniem, z którego nie potrafimy się wydostać. A przecież nasz Niebiański Ratownik nigdy nie przestaje nas szukać. Bez względu na ilość wąskich korytarzy i stopień ich zalania mętną wodą grzechu.

Stracona nadzieja?

Czego jako chrześcijanie możemy nauczyć się z tej całej historii? Wydaje mi się, że co najmniej dwóch rzeczy. Po pierwsze: nigdy nie wolno nam tracić nadziei. Już nawet nie chodzi o nasze upadki i chwilowe potknięcia, ale trwanie w ciągłej trosce o wszystko. Bóg zna drogę do naszego serca i pełni szczęścia jakiego oczekujemy. Powinniśmy Mu zatem całkowicie ufać.

Po drugie – no właśnie: zaufanie. Aby opuścić ciemną i wilgotną jaskinię, młodzi piłkarze musieli całkowicie zaufać ratownikom. To oni ich prowadzili na każdym etapie tej dramatycznej podróży. My także powinniśmy ufać naszemu Ratownikowi. Nie dyskutować, nie kwestionować i nie tłumaczyć, jakie rozwiązanie będzie naszym zdaniem lepsze. Po prostu dać się prowadzić.

Zaangażowane środki.

Niesamowity był fakt, że już na trzeci dzień od zaginięcia drużyny piłkarskiej, w ich odnalezienie było zaangażowane setki, a za chwilę tysiące osób. Z całego świata przybywali ratownicy i specjaliści gotowi służyć swoją wiedzą i doświadczeniem, by uratować odnalezionych chłopców.

Niejednokrotnie nasz Zbawiciel podejmuje skomplikowane działania, by nas samych uratować z pułapki grzechu. Oprócz Jezusa i Ducha Świętego zaangażowane są dziesiątki (jak nie setki) niebiańskich istot, aby tylko przyprowadzić nas do upamiętania i uratować. Bylibyśmy zaskoczeni, gdybyśmy chociaż przez chwilę zobaczyli jak wielka, duchowa walki toczy się o każdą minutę naszego życia. Bóg nigdy nie będzie ‘oszczędzał’ na środkach, aby uratować człowieka. Dał temu wyraz rozciągając swoje ramiona na krzyżu golgoty. To największy dowód tego, że jest gotów do największych poświęceń aby dać Ci nadzieję.

Droga do domu przez te same zakręty.

Ciekawy jest fakt, że aby wrócić do domu, „Dzikie Dziki” musiały przebyć tą samą drogę, którą pokonali wcześniej. Nie było innej możliwości. Nie było skrótów. Na dodatek tym razem droga była o wiele trudniejsza.

Czasami w chrześcijańskiej drodze życia oczekujemy skrótów – szybszego powrotu do domu. Ulegając emocjom podejmujemy złe decyzje a później oczekujemy, że jak za pstryknięciem palcami, wszystko wróci do normy. Chcielibyśmy ominąć niektóre przystanki czy zakręty, aby tylko szybko zapomnieć o tym, co się wydarzyło. Często okazuje się jednak, że Bóg pragnie nas czegoś nauczyć. Idąc po własnych śladach zaczynamy lepiej rozumieć swoje błędy, ale jednocześnie bardziej dostrzegać Boże pragnienie bycia każdą częścią naszego życia. Podobnie jak ojciec, który bierze dziecko za rękę i jeszcze raz podchodzi do huśtawki, z której spadło dziecko. Tym razem dziecko czuje się bezpieczniej, bo Tata trzyma je za rękę a ojciec tłumaczy, dlaczego huśtając się, warto trzymać się obiema rękami.

Happy end.

W ciągu całego naszego życia podejmujemy wiele decyzji, które nie zawsze prowadzą nas tam, gdzie tego chcieliśmy. Czy może być jednak kierunek, po wybraniu którego będziemy bezpieczni? Oczywiście. To chodzenie z Panem Bogiem. Każdego dnia. Na nowo. I nawet jeżeli potkniemy się i grzech zakryje nam błękitne niebo, to o ile zwrócimy się do Jezusa, będziemy już uratowani. Nie polegając na własnej wiedzy czy mądrości. Tylko na obietnicach Jezusa. On obiecał, że wróci. Po Ciebie i po mnie. Zaufaj. Ja spróbuję.

 

Daniel Kluska